10/11/2020
Ks. Władysław Wyszowadzki

Ludzka perspektywa postrzegania spraw przyzwyczaiła nas do pewnych stereotypów myślowych. Słysząc hasło królestwo skojarzenia nasze mkną niemal natychmiast ku określonym atrybutom przypisanym tradycyjnie temu pojęciu: władca, poddani, władza nad innymi, zaszczyty, pozycja na arenie świata i wiele innych. Baśnie i opowiadania na przykład dla dzieci i nie tylko, dostarczają wielu fikcyjnych historii, w których król ukazywany jest jako osoba ciesząca się respektem poddanych, a nieraz nawet wzbudzająca postrach i grozę. Kiedy sięgamy do Pisma Świętego również napotykamy na szereg postaci, którym dane było piastować urząd królewski m.in. – Mesza król Moabu; Hoszea – król Północnego Królestwa Izraela, Nabuchodonozor II – król Babilonii; Ezechiasz – król Judei; czy wreszcie król Dawid i jego syn król Salomon… Tak barwne to postacie, jak barwne było ich życie i polityczne dokonania. Gdyby w czasach starożytnych istniały media, niejeden ze wspomnianych królów miałby duże szanse stania się celebrytą i osobą wzbudzającą zainteresowanie świata. Świat podziwia bowiem potęgę, władzę, wpływy, pieniądze. Wielu młodych ludzi marzy dziś o sławie, karierze i osiągnięciu wysokiego prestiżu społecznego oraz staniu się osobą majętną. Taki jest ten właśnie świat. Choć zmieniają się epoki, obyczaje i gusta – nie zmienia się człowiek z jego „ziemskim” myśleniem i dążnością do władzy i bogactwa.

Jakże nie przystającą do tego obrazu jest postać Jezusa Chrystusa jako króla. Szokuje Jego postawa jako pokornego Sługi, nadstawiającego swój policzek, pozwalającego pojmać się i ubiczować– choć przecież miał Boską władzę do przeciwstawienia się. Ten Król przyjmuje postawę owcy prowadzonej na zabicie i oddającej dobrowolnie swe życie na krzyżu… za swe sługi, które nazwał przyjaciółmi. W ludzkich oczach to nie król, ale człowiek słaby, przegrany, który zawiódł oczekiwania wielu. Powiedzą o Nim rozczarowani uczniowie: A myśmy się spodziewali, że to On właśnie miał wyzwolić Izraela… (Łk 24, 21). Zawiedzione oczekiwania i nadzieje apostołów, Chrystus bowiem łamie stereotypy myślowe i zmusza do wyjścia z ciasnoty myślenia ziemskiego. Nauka Króla Niebieskiego odsłania obecne w świecie dramatyczne napięcia pomiędzy prawdą a fałszem, dobrem a złem, tym co przyrodzone a tym, co nadprzyrodzone i transcententne. Chrystus Król pokazuje jak ogromny dramat kryje się w myśleniu ludzkim, zwróconym bardziej ku materii niż ku wartościom duchowym. Uczniowie idący do Emaus najwyraźniej nie pamiętają słów swego Mistrza, gdy pewnego dnia im powiedział: Ja jestem drogą, prawdą i życiem (J14, 6). Jezus usiłował nauczyć swych naśladowców czym jest droga do wolności, czym jest prawda i w efekcie co oznacza prawdziwie żyć. Wolność Jezusowa to przedarcie się przez wąską bramę oderwania się od przemijających dóbr, które w chwili śmierci nie mają dla człowieka już żadnego znaczenia i wartości. Wolność, do której zachęca Chrystus, to oderwanie od aroganckiej dążności do posiadania władzy nad drugim człowiekiem. Jakże dziś mocno odczuwa się siłę ziemskich systemów, które chcą bardziej niż kiedykolwiek wcześniej skontrolować człowieka niemal w każdym aspekcie jego życia. Owe systemy - w imię lub pod pretekstem ochrony zdrowia ludzi (tak jakby człowiek posiadał wyłącznie wymiar biologiczny, fizyczny) odbierają człowiekowi wolność w tak wielu innych obszarach – zwłaszcza swobodę publicznego wyrażania religijności. Duchowość ludzka nie jest zbytkiem lub wymysłem Kościoła. Człowiek jest istotą duchowo – cielesną. Nie jedynie ciało potrzebuje troski, ale i ludzka duchowość, ludzka psychika. Człowieka nie wolno zredukować tylko do materii – jak usiłowały to uczynić liczne błędne systemy, wyrastające na myśli Marksa a dziś odradzające się jak hydra przebrana w dostosowane do nowożytnych czasów kostiumy. Chrystus Król, mówiąc, że jest prawdą wprowadza w zdumienie i zamyślenie Piłata. Ten zapyta Jezusa: Cóż to jest prawda? (J18, 38), sam bowiem uzmysławia sobie, że jego ludzkie myślenie zostało ukształtowane według subiektywnych kryteriów. Jezus, przeciwnie, daje do zrozumienia, że prawda nie jest wartością, którą można manipulować, ale jest jedyna, niezmienna, obiektywna. Brak popularności Chrystusowej nauki w zachodniej zlaicyzowanej kulturze wynika z tego właśnie faktu. Szczytnie głoszone przez ewolucyjnych marksistów hasła wolności – równości i braterstwa – dziś podejmowane są na nowo, celem usankcjonowania wszelkich form dewiacji, czy nawet prawa do zabijania drugiego człowieka. Królestwo moje nie jest z tego świata… Rzeczywiście, Chrystus pokazuje, że Jego królestwo rządzi się innym prawem, niż królestwa świata. Tym prawem jest miłość. Dociekając, czym jest miłość natrafiamy u świętego Pawła w pierwszym liście do Koryntian na piękny hymn o miłości. Czytamy w nim, że miłość jest cierpliwa, łaskawa, niezazdrosna, pokorna, sprzeciwiająca się niesprawiedliwości, skromna, wolna od bezwstydu, trwała… Jakże te Boskie ustawy pogodzić z ustawami ziemskimi, skoro wykluczają się one w tak wielu przypadkach?

Chrześcijanin, choć żyje w rozdarciu pomiędzy królestwem ziemskim, a królestwem niebieskim, na mocy chrztu świętego ma za Ojca Boga. Jeśli królestwo ziemskie – a więc miejsce, w którym chrześcijaninowi przyszło żyć, pracować i realizować swoje zadania ziemskie – jest w jakiejś mierze światem ciemności, a takim jest ono, gdy zabraknie miłości - rolą chrześcijanina jest wnoszenie tam Bożego światła. Jest to istotna misja i powołanie każdej ochrzczonej osoby. Chrześcijanin pod naporem sił zła nie może zdezerterować i zaprzestać głoszenia nauki Chrystusa. Zadanie stawania w obronie prawdy jest naszym obowiązkiem, którzy uznajemy się dziedzicami Królestwa Niebieskiego. Choć światowe systemy wydają się być silne, nie zapominamy, że ponad ziemską władzą stoi Wszechmogący Bóg, który ma zawsze ostateczne słowo. Tym Słowem, a więc mądrością i sensem odwiecznym, jest Chrystus Król. Ostrzega On swych uczniów: Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie.( Mt 26.41 ). Pokusą ową może być konformizm i bezwolne pogodzenie się z niesprawiedliwością narzucaną odgórnie, zwłaszcza gdy uderza ona w wolność i prawo człowieka do swobodnego wyrażania swoich uczuć religijnych, a zwłaszcza w prawo człowieka do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

Święty Ignacy Loyola w słynnym arcydziele ascetycznym zatytułowanym Ćwiczenia Duchowne, wspomina o dwóch sztandarach, pod którymi zgromadziły się dwie armie. Pierwszy sztandar – to chorągiew Chrystusa Króla. Drugi – to chorągiew władcy ciemności. Pod którym sztandarem stoję ja? Którego królestwa i których praw bronię w świecie, w którym żyję? Czy bronię prawa każdego człowieka do życia, czy staję za obiektywną i niezmienną prawdą, czy opowiadam się za wolnością, do której zaprasza Chrystus Król? A może trudno mi zdecydować, pod którym sztandarem mam stanąć, bo tak bardzo przywiązały mnie ziemskie wartości, że przesłoniły mi one Chrystusa, który jest drogą, prawdą i życiem?