02/10/2017
ks. Wiesław Przygoda, KUL

Bóg chrześcijan, to Bóg, który jest miłością (1 J 4,8.16). Wprawdzie w publicznym objawieniu znajdziemy także inne Jego imiona (Jahwe, Elohim, Bóg wszechmogący, Bóg wierny, Bóg sprawiedliwy), ale imieniem najważniejszym – wszystkie inne streszczającym i sumującym – jest Miłość. Równocześnie ten Bóg, który jest miłością, objawił w historii zbawienia człowieka swoje miłosierne oblicze (misericordiae Vultus). Uczynił to w sposób historyczny, widzialny w osobie Jednorodzonego Syna Bożego Jezusa Chrystusa, który tak umiłował człowieka, że aby ten życie miał i miał je w obfitości (por. J 10,10), sam oddał za niego swoje życie w okrutnej męce i śmierci na Krzyżu. Z tej ofiarnej miłości Jezusa Chrystusa do człowieka zrodził się Kościół, który w istocie swojej jest wspólnotą miłujących się osób Bożych i ludzkich. Kto nie miłuje, choćby formalnie przez chrzest do Kościoła został włączony, faktycznie do niego nie należy, bo miłość jest znakiem rzeczywistym a nie tylko formalnym przynależności do wspólnoty Chrystusowych uczniów. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35). Dlatego posługa charytatywna Kościoła jest istotnym wymiarem jego misji, gdyż przez nią Kościół pokazuje światu miłosierne oblicze swego Założyciela.

1. Bóg pełen miłości w swojej istocie

Miłość, będąca doświadczeniem człowieka od zarania dziejów, nie jest jego wytworem. Człowiek jest podmiotem kultury miłości, czego dowodem są niezliczone dzieła z zakresu literatury, poezji, malarstwa, rzeźby itp. Człowiek nie jest jednak kreatorem miłości, której stale się uczy, poszukując wielorakich form jej realizacji, niekiedy błądząc aż do granic absurdalnego jej wypaczenia. Według Platona wszystkie byty mają swój punkt odniesienia w niewidzialnych ideach. Chrześcijaństwo miarę wszechrzeczy odkryło, dzięki Objawieniu Bożemu, w swym Stwórcy. Dlatego również genezy miłości stworzonej należy szukać w jej niestworzonym pierwowzorze – w Bogu, który jest miłością (1 J 4,8.16). Wszystko, co istotne i ważne w chrześcijaństwie, ma ostateczną przyczynę i ontologiczną podstawę w odwiecznej egzystencji trójjedynego Boga. Zasłużony dla rozwoju działalności charytatywnej Kościoła we Francji – ks. Jean Rodhain stwierdził przed laty, że „do kryzysu miłości i miłosierdzia dochodzi wówczas, gdy księża przestają nauczać o Trójcy Świętej i wykładać dogmatykę”1. Toteż trwałym i pewnym fundamentem miłości ludzkiej jest trójjedyna miłość Osób Bożych. Miłość stworzona w swym Stwórcy znajduje swój początek i kres, swoje pochodzenie i swój cel2.

Co w istocie wyraża janowa formuła „Bóg jest miłością”? Otóż, umiłowany uczeń Jezusa przedstawia Trójcę Świętą jako tajemnicę międzyosobowej miłości3. Trójca Święta jest wzajemną wymianą miłości Osób Bożych4, wspólnotą Osób wzajemnie się miłujących. Istnienie i życie, prawda i jedność są w Bogu równoznaczne z miłością. Bóg jest pełnią bytu i panuje w Nim całkowita doskonałość5. Bóg Ojciec całkowicie udziela siebie Synowi, w Nim w stopniu nieskończonym znajduje upodobanie, bo Syn jest Jego doskonałym obrazem. Syn natomiast odpowiada miłością na dar Ojca i jest całkowicie Jemu oddany. Tę relację miłości potwierdza Jezus słowami: „Ojciec miłuje Mnie, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba” (J 8, 29). Z nadmiaru miłości Ojca i Syna pochodzi Duch Święty, który jest uosobioną miłością i pełnią Trójcy Świętej. Duch Święty wiąże miłością jedność Ojca i Syna, od których pochodzi6. A zatem Bóg jest wspólnotą miłości i życia Ojca, Syna i Ducha Świętego7.

Według św. Augustyna († 430) Trójcę Świętą stanowią Miłujący (Ojciec), Umiłowany (Syn Boży) i Miłość uosobiona (Duch Święty)8. Miłość jest z istoty swej komunijna, tzn. spełnia się przez samoudzielanie innej osobie. Ojciec jako Miłość spontaniczna i inicjalna jest zasadą dawania siebie innym. Syn jako Miłość odpowiadająca na inicjatywę Ojca jest wzorem dawania odpowiedzi na miłość innych. Duch Święty jako Miłość spełniająca obie pierwsze jest Osobą współumiłowaną i uosobieniem miłości9. W Bogu jest Miłość miłująca stwórczo i owocnie (Ojciec), Miłość miłująca responsoryjnie i odwzajemniająco (Syn Boży) oraz Miłość miłująca afirmująco wzajemność Ojca i Syna (Duch Święty)10.

Mocno zakorzeniony w myśli św. Augustyna Ryszard od św. Wiktora († 1175) wyszedł z założenia, że Bogu trzeba przypisać to, co zajmuje najwyższe miejsce w naszej wizji wartości. To miejsce zajmuje miłość a Bogu trzeba ją przypisać w stopniu doskonałym. Miłość wymaga wielości podmiotów. Gdyby Bóg był jedną Osobą, mógłby miłować siebie i co najwyżej stworzenia. W stosunku do istoty stworzonej Bóg nie mógłby jednak mieć miłości najwyższej, gdyż nie można kochać miłością najwyższą to, co nie jest w najwyższy sposób godne miłości11. Dlatego w Bogu jest jedna miłość, ale Trzech miłujących. W Bogu jest miłość całkowicie dana lub bezinteresowna (Ojciec); miłość otrzymywana i która sama daje (Syn) oraz miłość tylko otrzymywana i zawdzięczana (Duch Święty)12. Każda Osoba boska jest jednakowo najwyższą miłością, ale posiadaną z różnego tytułu, który odpowiada jej sposobowi istnienia13.

Na drodze wytyczonej przez Augustyna znalazł się również św. Bonawentura († 1274). Wykazał on, że „miłość wzajemna jest doskonalsza od miłości siebie; miłość wzajemna, która się udziela, jest jeszcze doskonalsza, gdyż ta, która nie udzielałaby się, miałaby smak libido”14. Bóg jest Najwyższym Dobrem dzięki temu, że dobro jest rozlewane przez Słowo i Ducha. Nie sposób jednak wyobrazić sobie rozlewania dobra w czasie i przestrzeni na stworzenia bez uprzedniego rozlewania odwiecznej dobroci w naturze Bożej. Dlatego w Bogu jest z konieczności miłość wzajemna Ojca i Syna oraz miłość udzielana Trzeciej Osobie. W przekonaniu św. Bonawentury doskonałość miłości wiąże się z jej odwzajemnianiem. Tylko miłość odwzajemniana ma wartość jednoczącą. Ponieważ Duch Święty nie pochodzi od Ojca jako miłującego samego siebie, ani od Syna jako miłującego samego siebie, lecz dzięki temu, że jeden miłuje drugiego ze wzajemnością, Trzecia Osoba staje się węzłem Ich miłości15. W konsekwencji Trójca Święta jawi się jako wspólnota Osób w najwyższym stopniu dobrych, miłujących się, równych, współistotnych, współwiecznych, współprzenikających się, współdziałających i otwartych w maksymalnym stopniu na udzielanie się innym16.

Prawda o życiu trynitarnym nadaje sens egzystencji osobowej ludzi, gdyż właśnie osobom wskazuje przekraczającą ludzkie wyobrażenie perspektywę rozwoju. Ostatecznym celem ziemskiej trynitofanii jest wszczepienie człowieka w Miłość wewnętrzną Osób Bożych. Z punktu widzenia historii zbawienia jest to zadanie najpierw Syna Bożego a następnie Ducha Świętego. W modlitwie arcykapłańskiej Jezus prosi Ojca, aby wierzący stanowili jedno na wzór Trójcy Świętej między sobą w świecie, ale zarazem wewnątrz Trójcy, jak jedno stanowią Ojciec w Synu, a Syn w Ojcu (J 17,21-22). Duch jest znamieniem i kryterium miłości trynitarnej. Osobowe zespolenie Ojca i Syna finalizuje się w Duchu Świętym, który jest realizatorem wspólnoty międzyosobowej w Kościele17.

2. Bóg pełen miłosierdzia w swoim działaniu

Miłość Boga względem człowieka jest szalona i nieodwołalna. Jednak człowiek w tajemniczych okolicznościach zerwał więzy tej miłości i oddalił się na własne życzenie od Boga. Historia tego odejścia w tradycji Kościoła otrzymała miano grzechu pierworodnego. Bóg nie pozostawił jednak człowieka w tym beznadziejnym położeniu, lecz wobec zdrady człowieka objawił moc swojej miłości, która w tym nowym kontekście grzechu przyjęła kształt miłości miłosiernej. Papież Franciszek w bulli Misericordiae Vultus podkreślił, iż miłosierdzie Boże towarzyszy ludziom od początków naszej historii. „Po grzechu Adama i Ewy Bóg nie chciał zostawić ludzkości samej, wystawionej na działanie zła. […] Na ogrom grzechu Bóg odpowiada pełnią przebaczenia. Miłosierdzie będzie zawsze większe od każdego grzechu i nikt nie może ograniczyć miłości Boga, który przebacza” (MV 3). Warto zauważyć, iż pierwsi małżonkowie a zarazem pierwsi rodzice występujący w Biblii doświadczają z jednej strony okrutnych skutków popełnionego grzechu, ale z drugiej strony nie wymknęli się ani na chwilę spod zbawiennego wpływu miłosiernego Boga. Skutki grzechu nie zostały wprawdzie zniesione, wręcz przeciwnie – stały się udziałem całej ludzkości, ale natychmiast pojawiła się nadzieja wybawienia od zła i jego tragicznych dla człowieka konsekwencji. Adam i Ewa stają się pierwszymi adresatami protoewangelii wskazującej na przyszłe zwycięstwo nad grzechem i jego następstwami. To zwycięstwo dokona się dzięki tajemniczej „niewieście” (por. Rdz 3,15). Niewiastą tą jest niewątpliwie Maryja, Matka Jezusa, ale w świetle pism janowych niewiastą tą jest również Kościół, będący w istocie znakiem i narzędziem miłosiernego Boga.

W jaki sposób działa miłosierny Bóg wobec wydarzenia ludzkiej zdrady? Otóż, „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16) a „gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty” (Ga 4,4). A zatem odwieczny Syn Boży stał się człowiekiem, co św. Jan Ewangelista opisuje przy pomocy teologicznej formuły: „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14). Pojęcie „ciało” (gr. sarx) oznacza w Biblii całego człowieka w jego kruchości, marności słabości, codzienności. Wyrażenie św. Jana oznacza zatem, że Syn Boży całkowicie wniknął w ludzki świat, aż po korzenie tego, co istotnie ludzkie18. Wcielony Bóg stał się na tyle podobnym do ludzi, że mógł współczuć ludzkim słabościom i „być doświadczonym we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4,15). Św. Paweł w swojej refleksji na temat wcielenia Syna Bożego podkreśla Jego uniżenie, a nawet ogołocenie (por. Flp 2,6-11). Jezus uniża się jako człowiek do poziomu sługi (gr. doulos), ponieważ pragnie ludzi ubogacić swoim ubóstwem (2 Kor 8,9).

Wcielony Syn Boży poddał najpierw oczyszczeniu zniekształcony przez wieki w ludzkiej wyobraźni obraz Boga Ojca. W kulturach starożytnych można znaleźć świadectwo czystego zaufania do Ojca w niebiosach. Jednak w trakcie ewolucji kulturowej uwaga religijna ludzi odwracała się od Niego, a zwracała się ku mocom i żywiołom bardziej pierwszoplanowym19. Starożytni Grecy nazywali Zeusa również „Ojcem”, lecz słowo to nie oznaczało dla nich osoby godnej zaufania. Było raczej odbiciem ambiwalentnej postawy Boga wobec ludzi oraz grozy, jaką wywoływała w ludziach rzeczywistość transcendentna. Ojcostwo Zeusa było wcale nie wyidealizowanym odzwierciedleniem ojców ziemskich, czasem dobrych, miłych, przyjaznych, czasem zaś stronniczych, nieprzewidywalnych, egoistycznych i budzących obawę. Dopiero z perspektywy wcielonego Syna Bożego można się dowiedzieć, kim w rzeczywistości jest Bóg Ojciec. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także Ojca” (J 14,9). A zatem nie tylko słowa20 i czyny, ale narodzony i żyjący pośród ludzi Wcielony Syn Boży, Jezus Chrystus jest odblaskiem Boga Ojca.

Jaki jest Bóg Ojciec objawiony przez Jezusa Chrystusa? Otóż, jest on przede wszystkim bardziej Ojcem niż sędzią. Bóg nie chciał sądzić człowieka, dopóki sam nie stanie się człowiekiem. „Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu” (J 5,22-23). A zatem miłosierdzie Boga polega m.in. na tym, iż nie podjął On żadnego sądu nad człowiekiem, chociaż jako Stwórca miał do tego pełne prawo, dopóki sam w osobie Syna Wcielonego nie zaznał człowieczego losu. Syn Człowieczy, jak chętnie nazywał siebie Jezus Chrystus, uniżył się do poziomu ludzi najbardziej poniżonych – odtrąconych, oszukanych, zdradzonych, oplutych, odartych z godności, okrutnie zbitych i zamordowanych. Kiedy na krzyżu modlił się słowami Psalmu 22: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27,46), stał się bliski tym, którzy Boga ze swego serca sami wyrzucili i stali się ateistami. Również dla nich jest nadzieja, bo miłosierny Bóg nikogo z góry nie przekreśla.

Jezus Chrystus, chociaż otrzymał od swego Ojca prawo sądzenia ludzi, nikogo nie osądza, lecz tylko wszystkim, którzy zechcą to przyjąć, objawia miłosierne oblicze swego Ojca (misericordiae Vultus). Potwierdził to uroczyście w następujących słowach: „Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia” (J 5,24). To, co my nazywamy sądem, jest naturalną konsekwencją wyboru lub odrzucenia propozycji miłosiernej miłości Boga. „Nie dziwcie się temu!” – ostrzega Jezus. „Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” (J 5,28-29). Dlatego tak ważne jest dla chrześcijanina rozpoznanie miłosiernego Boga Ojca w obliczu Jego Syna, który jest jedynym źródłem nadziei dla pogrążonego w grzechach człowieka XXI wieku. Miłosierdzie, jak podkreśla to bp Grzegorz Ryś, jest kerygmatem chrześcijaństwa na trzecie tysiąclecie21.

Czym w istocie jest miłosierdzie, które w Bogu ma swe źródło, a w relacjach międzyludzkich powinno mieć swoje odbicie, gdyż człowiek jest przecież stworzony na obraz i podobieństwo Boga? W przekonaniu papieża Franciszka w pojęciu miłosierdzia zawiera się synteza tajemnicy wiary chrześcijańskiej. „Miłosierdzie: to jest słowo, które objawia Przenajświętszą Trójcę. Miłosierdzie: to najwyższy i ostateczny akt, w którym Bóg wychodzi nam na spotkanie. […] Miłosierdzie: to droga, która łączy Boga z człowiekiem, ponieważ otwiera serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo ograniczeń naszego grzechu” (MV 2). Otóż, miłosierdzie to miłość wierna mimo wszystko, która nigdy się nie poddaje, nawet w sytuacji niewierności człowieka. To miłość czuła, pełna wzruszenia jak miłość najlepszej matki. Miłosierdzie nie ogranicza się do tego, co zepsuł grzech, ale zmierza ku nowemu stworzeniu, czyni nowym to, co zostało uszkodzone lub zniszczone. Miłosierdzie to niezwykle subtelna i delikatna Boża ingerencja w życie zagubionego i pogrążonego w problemach człowieka. Jak wskazuje na to źródłosłów wyrażenia łacińskiego, misericordia to serce (cor) ofiarowane człowiekowi będącemu w potrzebie (miser). Miłosierdzie to współczucie aktywne, nie pozostawiające człowieka pogrążonego w jakiejkolwiek biedzie materialnej, psychicznej, społecznej lub duchowej bez pomocy. Miłosierny jest najpierw Bóg, ale On pragnie, byśmy Go naśladując, budowali nasze relacje z bliźnimi na zasadzie miłosierdzia. „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4,32).

Niedoścignionym wzorem aktywnego miłosierdzia pozostaje dla chrześcijan wszystkich czasów Jezus Chrystus22. Stawszy się człowiekiem Jezus komunikował się z ludźmi na sposób ludzki, a więc w sposób werbalny i pozawerbalny. Na podstawie nauczania papieża Franciszka można wnioskować, iż w obydwa sposoby komunikacji Jezusa z ludźmi były przeniknięte na wskroś miłosierdziem. To miłosierdzie było widoczne i namacalne w całym życiu Jezusa – w Jego słowach, czynach i postawach. Jak zaznacza papież „znaki, które czyni [Jezus] przede wszystkim w stosunku do grzeszników, do biednych, wyłączonych, chorych i cierpiących, są naznaczone miłosierdziem. Wszystko w Nim mówi o miłosierdziu. Nie ma też w Nim czegoś, co byłoby pozbawione współczucia” (MV 8).

3. Kościół jako wspólnota miłości

Jezus wypełnił swoją misję objawienia ludziom miłosiernego oblicza swego Ojca do końca (por. J 13,1), gdy wyciągnął swoje ręce na krzyżu i oddał życie za ludzi. Jak bowiem sam zaznaczył, „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). W tym samym momencie, gdy Jezus umarł, a na potwierdzenie tego faktu Jego serce zostało przebite włócznią rzymskiego żołnierza, rozpoczął swoją misję w mocy Ducha Świętego zwołany przez Chrystusa Kościół. Teraz rozpoczyna się epoka Kościoła, który aż do powtórnego przyjścia Chrystusa ma głosić słowem, celebrować w sakramentach i czynić miłosierdzie Boże. A zatem Kościół jest miejscem i wydarzeniem permanentnego objawiania miłosiernego oblicza Boga (misericordiae Vultus) wszystkim pokoleniom ludzi aż do skończenia świata.

Według papieża Franciszka Kościół to nie biurokratyczna instytucja, ale historia miłości. „My, ludzie Kościoła, jesteśmy pośrodku historii miłości. Każdy z nas jest ogniwem tego łańcucha miłości. A jeśli tego nie rozumiemy, nie rozumiemy wcale, czym jest Kościół. Jest historią miłości”23. Kościół rzeczywiście nieustannie rodzi się w sercu Boga, który jest miłością (1 J 4,8). Bóg Ojciec „tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Syn miłujący Ojca zawsze, bez początku i końca, umiłował także ludzi do końca i z miłości do nich pozwolił się ukrzyżować, ale trzeciego dnia zmartwychwstał, by mieli życie w obfitości (por. J 10,10). Taką genezę ma historia Bosko-ludzkiej miłości, która została utrwalona w Kościele i jest uobecniana przede wszystkim w czasie każdej Eucharystii już dwadzieścia wieków, a według zamysłu Boga ma być historią nieskończoną, bo prawdziwa „miłość nigdy nie ustaje” (1 Kor 13,8). Toteż prawdziwym uczniem Chrystusa jest ten, który identyfikuje się z Jego „miłością do końca” (J 13,1), a serce swoje kształtuje na wzór Najświętszego Serca Jezusa – gorejącego ogniska miłości.

Kościół ma źródło w życiu Osób Bożych i w jego bezinteresownym udzielaniu ludziom. Bóg w Trójcy Świętej z „nadmiaru miłości” zapragnął w trynitarne krążenie miłości włączyć osoby ludzi i aniołów. Miłość Boga Ojca jest absolutnym początkiem i pierwszą przyczyną miłości międzyosobowej. Bóg Ojciec w nieskończonej płodności przekazuje ludziom życie miłości przez swojego Syna i w Nim. Dlatego życie Kościoła jest w istocie życiem Chrystusa, który daje ludziom udział w swym synostwie Bożym. Życie Kościoła realizuje się w Duchu Świętym, który działając w człowieku od wewnątrz, obdarza go miłością i godnością dziecka Bożego24

Sobór Watykański II wskazuje, że „Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (KK 1). Kościół jest przede wszystkim znakiem miłości Ojca i Syna w Duchu Świętym. Kościół jest także narzędziem umożliwiającym ludziom współuczestnictwo w tej Boskiej wspólnocie miłości. W tym kontekście umiejętność miłowania staje się podstawowym warunkiem wejścia i życia w tej wspólnocie. Dzięki miłości można bowiem mówić o pewnym podobieństwie, jakie zachodzi pomiędzy jednością dzieci Bożych a jednością Osób w Trójcy Świętej (J 17,21-22). Kto kocha Boga, powinien kochać również ludzi, których Bóg pierwszy umiłował. Stąd wypływa priorytetowa rola miłości bliźniego w budowaniu wspólnoty Kościoła (Ef 4,16).

Włoski teolog B. Mondin podkreśla, że Kościół bierze swój początek z miłości, która stanowi istotę życia Trójcy Świętej. Kościół jest historyczną realizacją i sakramentem miłości Bożej. Każda z Osób Bożych jest podmiotem miłości i w sobie właściwy sposób uzewnętrznia ją względem całej ludzkości. Kościół jest dziełem Ojca i dlatego może być nazwany Rodziną Bożą, jest dziełem Syna Bożego i dlatego określa się go jako Ciało Chrystusa oraz jest dziełem Ducha Świętego i dlatego nazywa się go Świątynią Ducha Świętego25.

Przeniknięta miłością natura Kościoła powinna być manifestowana w świecie przez jego członków. Tylko Kościół żyjący na co dzień miłością czynną i służebną może stać się świadkiem wiarygodnym Chrystusa względem świata. To wymaga od ludzi Kościoła stałej troski o duchową odnowę, o rozwój miłości w dialogu z Osobami Bożymi i między sobą nawzajem. Miłość nie zna granic, zawsze można kochać więcej, mocniej, bezinteresowniej, mądrzej i odważniej. Tylko Kościół rozumiany trynitarnie, personalistycznie i dynamicznie jest w stanie sprostać zadaniu pomnażania miłości w świecie, stać się narzędziem historycznej i antropologicznej „perychorezy miłości”26.

Kościół stworzony z inicjatywy Boga jest powołany do pośrednictwa w przekazywaniu Bożego życia i miłości ludziom wszystkich czasów. Przez głoszenie słowa Bożego oraz sprawowanie sakramentów świętych Kościół rodzi i wychowuje swoich wyznawców do życia miłością na co dzień. Kresem tego procesu jest doprowadzenie wszystkich powołanych do pełni miłości, do uczestnictwa w wiekuistej chwale Boga. Z Bożego planu zbawienia nikt nie jest „z góry” wykluczony, a Kościół jest znakiem i narzędziem wprowadzania pielgrzymującego ludu w egzystencję trynitarnej miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego.

4. Kościół w swojej posłudze miłosierdzia

Współcześnie Kościół coraz lepiej uświadamia sobie, że jest powołany do służby człowiekowi. Należy przyjąć, iż królewska służba bliźniemu należy do istoty misji Kościoła. Wierność Chrystusowi-Słudze oraz wielorakie zagrożenia godności człowieka w świecie współczesnym wzywają do urzeczywistniania modelu Kościoła służebnego27. Urzeczywistnianie takiego modelu Kościoła jest procesem, z którego nie powinien być wyłączony żaden chrześcijanin. Kto sam siebie pozbawia aktywności w tym procesie, ten faktycznie przestaje być żywą komórką organizmu Kościoła.

W encyklice Deus caritas est papież Benedykt XVI potwierdził, że „wewnętrzna natura Kościoła wyraża się w troistym zadaniu: głoszenie słowa Bożego (kerygma-martyria), sprawowanie sakramentów (leiturgia), posługa miłości (diaconia). Są to zadania ściśle ze sobą związane i nie mogą być od siebie oddzielone” (DCE 25). Zdaniem papieża „Kościół nie może zaniedbać posługi miłości, tak jak nie może zaniedbać posługi sakramentów i słowa” (DCE 22). W podobnym duchu nauczał św. Jan Paweł II, twierdząc, że Kościół powinien stawać się „domem otwartym dla wszystkich i gotowym służyć każdemu” (ChL 29). Według Benedykta XVI Kościół jest rodziną Bożą, w której nie powinno „być nikogo, kto cierpiałby z powodu braku tego, co konieczne” (DCE 25).

Funkcji charytatywnej Kościoła nie można zredukować do świeckiej filantropii lub formy pomocy społecznej. Jest ona dzieleniem się z innymi darem miłości Bożej. Dlatego kościelnej caritas nie można sprowadzić do wymiaru horyzontalnej perspektywy życia człowieka. Poprzez posługę miłości trzeba odpowiedzieć czasem nawet na nieuświadomione przez człowieka ubogiego pragnienie prawdy, życia w pełni oraz zbawienia, jakie przynosi każdemu człowiekowi Jezus Chrystus. Zdaniem kard. R. Sarah’a „sekularyzacja dzieł miłosierdzia w ostatecznym rozrachunku rani człowieka i jego głębokie pragnienie, którym jest Bóg”28. Dlatego tak ważne jest aktualnie ciągłe przypominanie o duchowym wymiarze posługi charytatywnej Kościoła oraz o konieczności pielęgnowania życia duchowego przez wolontariuszy29.

Posługa charytatywna Kościoła z jednej strony w Bogu znajduje źródło natchnienia i motywacji, a z drugiej z ufną nadzieją zapatrzona jest w przyszłość, gwarantującą pełne wyzwolenie z wszelkich udręk i królowanie z Bogiem na wieki w miłości, która „nigdy nie ustaje” (1 Kor 13,8). Perspektywa wiary i nadziei chrześcijańskiej sprawia, że pracownicy i wolontariusze kościelnej caritas nie tylko uzupełniają służby socjalne państwa, lecz przyczyniają się do pełnej odnowy duchowej społeczności ludzkiej. Posługa charytatywna w duchu Ewangelii „jest zawsze posługą nadziei, która patrzy przed siebie wiedząc, że tylko u Boga, w przyszłości ofiarowanej przez zmartwychwsta­łego Jezusa, nasze społeczeństwo może odnaleźć mocne i trwałe fundamenty”30.

Jak zaznaczył to kard. W. Kasper, „Kościół bez caritas i bez miłosierdzia przestałby być Kościołem Jezusa Chrystusa”31. W Kościele nikt nie może czuć się zwolniony z praktykowania miłości miłosiernej. Papież Franciszek, nawiązując do biblijnej wizji Kościoła jako Ciała Chrystusowego, podkreśla, iż każdy chrześcijanin musi znaleźć w tej wspólnocie swoje miejsce i rolę, jaką wyznaczył mu Chrystus. „Postać Chrystusa jest zwierciadłem, w którym [chrześcijanin] odkrywa własny obraz. A ponieważ Chrystus zawiera w sobie wszystkich wierzących, tworzących Jego ciało, chrześcijanin pojmuje sie­bie w tym ciele, w pierwotnej relacji do Chrystusa i do braci w wierze” (LF 22).

W swojej trosce o ubogich papież Franciszek zwraca uwagę nie tylko na sprawy materialne, ale także na dyskryminację ubogich w zakresie kościelnej opieki duchowej. Papież z głębokim bólem skierował nawet zarzut wobec duszpasterzy, że ubodzy są dyskryminowani i pomijani w działalności duszpasterskiej. Stąd postulowane przez niego nawrócenie duszpasterskie musi dokonać się również w tym zakresie misji Kościoła. W adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium podkreślił, iż „olbrzymia większość ubogich otwarta jest szczególnie na wiarę; potrzebują Boga i nie możemy nie ofiarować im Jego przyjaźni, Jego błogosławieństwa, Jego Słowa, sprawowania sakramentów i propozycji drogi wzrostu i dojrzewania w wierze. Opcja preferencyjna musi głównie przyjąć formę uprzywilejowanej i priorytetowej opieki duchowej”32. Jak zaznacza to papież Franciszek, ubodzy oczekują od Kościoła, aby był „znakiem bliskości, dobroci, solidarności i miłosierdzia Pana”33.

 

5. Troska o katolicki charakter działalności charytatywnej

Papież Benedykt XVI w preambule motu proprio Intima Ecclesiae natura przypomniał wiernym zaangażowanym w wielorakie formy posługi charytatywnej zasadę zawartą już w encyklice Deus caritas est, że „działanie praktyczne pozostaje niewystarczające, jeżeli nie jest w nim dostrzegalna miłość do człowieka – miłość, która się karmi spotkaniem z Chrystusem” (nr 34). Wprowadzenie tej zasady w życie eklezjalne służy budowaniu komunii Kościoła, ale równocześnie stawia wysokie wymagania katolickim organizacjom charytatywnym, które nie mogą ograniczać swojej działalności tylko do zbierania i rozdzielania środków materialnych, ale powinny zawsze szczególną troską otaczać osoby będące w potrzebie, a także „pełnić funkcję pedagogiczną we wspólnocie chrześcijańskiej, wspomagając wychowywanie w duchu dzielenia się, szacunku i miłości, zgodnie z logiką Ewangelii Chrystusa”34.

Działalność charytatywna Kościoła, na wszystkich poziomach, musi wystrzegać się niebezpieczeństwa, że rozmyje się w zwyczajnej organizacji opiekuńczej, stając się po prostu jedną z jej odmian (por. DCE 31). W przekonaniu kard. P. J. Cordesa przynajmniej w świecie zachodnim zaangażowanie w pomoc człowiekowi w potrzebie stało się integralną częścią kultury35. Współcześnie mamy do czynienia ze swoistym wolnym rynkiem instytucji charytatywno-opiekuńczych. Kościół nie jest dzisiaj, jak to miało miejsce przez całe wieki od starożytności począwszy aż do epoki oświecenia, osamotniony w dziele pomocy ludziom ubogim i potrzebującym. Kościół jest niejako skazany na współpracę z instytucjami państwa w dziele pomagania człowiekowi w coraz bardziej skomplikowanych obszarach ludzkiej biedy36. Większość państw zachodnich wytworzyła prawo wspierające rozwój tzw. sponsoringu akcji charytatywnych przez podmioty gospodarcze. Również instytucje państwowe i samorządowe chętnie współpracują z organizacjami charytatywnymi Kościoła w konkretnych przedsięwzięciach humanitarnych, dysponując niekiedy znaczącymi funduszami celowymi, np. na przezwyciężenie zjawiska narkomani lub bezdomności, albo wsparcie integralnego rozwoju dzieci i młodzieży z rodzin dysfunkcyjnych. Na marginesie wspierania akcji humanitarnych pojawiły się nowe zjawiska. Podmioty gospodarcze wykorzystują niekiedy świadczoną pomoc na cele charytatywne do reklamy swojej firmy, a rządy swój wkład w walkę z biedą wykorzystują do lobbingu socjalno-politycznego w skali międzynarodowej.

Kościół nie ma innego wyjścia, jak tylko odnaleźć swoje miejsce w tym nowym kontekście kulturowym działalności charytatywnej, z zachowaniem jednak swojej specyfiki i celu tejże działalności, który nie pokrywa się w pełni z celami zakładanymi przez świeckie organizacje humanitarne. Kościół dbając o własną tożsamość i o realizację swojej misji, której integralną częścią jest pomoc człowiekowi w potrzebie (por. KK 12, 46; DA 8, 31), nie może odgradzać się od innych instytucji humanitarnych, gdyż nie byłby w stanie sprostać wyzwaniom czasu bez sprzymierzeńców spoza środowiska kościelnego37. Kościół pełni swoją służbę na rzecz człowieka w świecie, dlatego nie może uciec z tego świata, koncentrując swoją uwagę na rzeczywistości niebiańskiej. Kościół w swojej działalności zbawczej powinien postrzegać człowieka w wielorakich kontekstach, w których on żyje, gdyż mogą one przyczyniać się zarówno do jego zguby, jak i do zbawienia. Zadaniem chrześcijan jest podejmowanie wielorakich inicjatyw charytatywnych, które przeciwstawiają się zgubnym dla człowieka tendencjom, a sprzyjają poprawie warunków jego życia codziennego38.

Aktualnie mamy do czynienia z taką sytuacją, że podmioty działalności charytatywnej Kościoła – w tym organizacja Caritas – znalazły się w kręgu organizacji pozarządowych, tworzących w państwach demokratycznych tzw. „trzeci sektor”. Sytuacja ta sprawia, że organizacje katolickie stają się partnerami dla rządów państw w jednym szeregu wraz z wieloma zróżnicowanymi pod względem światopoglądowym organizacjami humanitarnymi. Kontekst pluralizmu kulturowego wymaga dużej ostrożności przy zawieraniu aliansów, szczególnie gdy partnerami akcji solidarnościowych stają się partie lub ruchy polityczne. Kościół nie może dać się wmanewrować w działalność społeczną, która okaże się działalnością zakładającą obok celów humanitarnych wywieranie wpływu na podział władzy albo wręcz zdobywanie władzy. Taka symbioza byłaby dla Kościoła niekorzystna, gdyż jego powołaniem jest pokazywanie perspektywy zbawczej wszystkim ludziom, a nie tylko wybranym grupom obywateli z takich czy innych opcji politycznych. Toteż zadaniem charytatywnych instytucji Kościoła obok różnych form świadczonej pomocy jest podtrzymywanie pamięci o biblijnych korzeniach miłości bliźniego oraz kultywowanie bogatej spuścizny św. Bazylego z Cezarei, św. Marcina z Tours, św. Elżbiety Węgierskiej, św. Wincentego á Paulo, św. Brata Alberta Chmielowskiego i wielu innych świadków miłości, jakich przez wieki wydało chrześcijaństwo39.

Troska o katolicki charakter instytucji, form i środków prowadzonej działalności charytatywnej nakłada na odpowiedzialnych za jej animację duszpasterzy, a szczególnie biskupów diecezjalnych, konkretne zadania. W motu proprio Intima Ecclesiae natura papież przypomniał, że „oprócz przestrzegania przepisów prawa kanonicznego organizacje charytatywne, […] zobowiązane są w swojej działalności kierować się zasadami katolickimi i nie mogą przyjmować zobowiązań, które w jakiejś mierze mogłyby warunkować przestrzeganie wspomnianych zasad” (art. 1, § 3). Skądinąd pożądana i popierana przez Magisterium Ecclesiae współpraca organizacji charytatywnych Kościoła z instytucjami państwa40 może prowadzić niekiedy do kolizji zasad etyki katolickiej z obowiązującym w danym kraju prawem. Niestety coraz częściej mamy do czynienia ze stanowieniem niemoralnego z punktu widzenia etyki katolickiej prawa cywilnego. Najczęściej do rozbieżności dochodzi w dziedzinie ochrony życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci, a także w obszarze życia małżeńskiego, rodzinnego oraz zasad wychowania dzieci. Zdarzyło się to już przynajmniej w niektórych krajach zachodnich, że działalność instytucji charytatywnych Kościoła została mimochodem wprzęgnięta w procedury administracyjne państwa, które sprzeciwiały się zasadom etyki katolickiej.

Motu proprio Intima Ecclesiae natura wskazuje, że obowiązkiem biskupa diecezjalnego i proboszczów jest czuwanie, aby w dziedzinie pomocy charytatywnej wierni nie byli wprowadzani w błąd co do celów i motywacji podejmowanych inicjatyw charytatywnych. W związku z powyższym „powinni oni zabronić reklamowania za pośrednictwem struktur parafialnych czy diecezjalnych tych inicjatyw, które choć prezentowałyby się jako mające cele charytatywne, proponowałyby jednak wybory lub metody sprzeczne z nauczaniem Kościoła” (art. 9, § 3). Niestety należy zdawać sobie sprawę, że współcześnie działalność charytatywna stała się narzędziem propagandowym do realizacji różnych celów. Toteż niedopuszczalne jest, aby kościelną posługę miłości pozwolić wykorzystać do propagowania celów niezgodnych z misją Kościoła. Dlatego „biskup diecezjalny winien dbać o to, aby podlegające mu organizacje charytatywne nie były finansowane przez organizacje lub instytucje, których cele są sprzeczne z nauką Kościoła. Podobnie, aby nie dawać wiernym powodów do zgorszenia, biskup diecezjalny musi zapobiegać temu, aby wspomniane organizacje charytatywne przyjmowały ofiary  przeznaczone na finansowanie inicjatyw, które co do celów lub sposobów w ich osiąganiu nie byłyby zgodne z nauką Kościoła” (art. 10, § 3).

W adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium papież Franciszek powtórzył za św. Janem Pawłem II, że „bez opcji preferencyjnej na rzecz ubogich «głoszenie Ewangelii – będące przecież pierwszym nakazem miłosierdzia – może pozostać niezrozumiane i utonąć w powodzi słów, którymi i tak jesteśmy nieustannie zalewani we współczesnym społeczeństwie przez środki przekazu»” (EG 199)41. Jeśli dzisiaj Kościół jest jeszcze wiarygodny w wielu krajach świata, również tam, gdzie stanowi mniejszość, zawdzięcza to swoim dziełom charytatywnym i działalności wypływającej z solidarności z ludźmi najbardziej potrzebującymi wsparcia (EG 65). Dlatego w przekonaniu papieża Franciszka w Kościele nikt nie może czuć się zwolniony z troski o ubogich i o sprawiedliwość społeczną. „Nawrócenia duchowego, żywej miłości Boga i bliźniego, troski o sprawiedliwość i pokój, ewangelicznego traktowania ubogich i ubóstwa, wymaga się od wszystkich” (EG 201).

***

Miłosierdzie jawi się jako ideał życia chrześcijańskiego i kryterium wiarygodności zbawczej posługi Kościoła. Miłosierdzie jest słowem-kluczem do zrozumienia głównego przesłania Objawienia Bożego, które na różne sposoby wyraża prawdę, że Bóg nas kocha, jest za nas odpowiedzialny, pragnie naszego szczęścia, radości i pokoju. Dlatego, jak wyraża to papież Franciszek, „na tejże właśnie długości fali powinna zostać dostrojona i zorientowana miłość miłosierna chrześcijan. Tak, jak kocha Ojciec, tak też powinni kochać i synowie. Jak On jest miłosierny, tak też i my jesteśmy wezwani, by być miłosierni: jedni wobec drugich” (MV 9). W 1999 roku odbyło się II Specjalne Zgromadzenie Synodu Biskupów poświęcone misji Kościoła w Europie. Posynodalna adhortacja apostolska Ecclesia in Europa podkreśla, że „Kościół żyjący w Europie musi kroczyć drogą miłości” (EE 83). Posługa miłosierdzia jest formą świadectwa, które ma w sobie moc ewangelizującą, ponieważ „pozwala człowiekowi doświadczyć miłości Boga Ojca i Chrystusa, w Duchu Świętym” (EE 84). Ponieważ uczynki miłosierdzia należą do istoty misji Kościoła, należy dążyć do rozwoju wolontariatu chrześcijańskiego, który przyczynia się do przywrócenia nadziei ludziom ubogim, bezrobotnym, chorym i emigrantom (por. EE 86-88, 101-103).

Świat ma prawo oczekiwać dzisiaj od Kościoła przykładu miłości służebnej i ofiarnej. Kościół jako „znak i narzędzie” powinien stać się dla świata współczesnego nauczycielem pokory, poświęcenia i służby. W praktyce nic tak nie podnosi autorytetu Kościoła i jego wiarygodności, jak świadectwo bezinteresownej miłości jego członków. Wartość posługi charytatywnej w życiu i działalności Kościoła wydaje się wprost nieoceniona. Dlatego warto zatroszczyć się o różne dzieła miłości, zwłaszcza w parafiach i innych wspólnotach wiernych. Tylko bowiem parafia ożywiona miłością, a przez nią także cały Kościół, odzyskają swój pełny blask, wiarygodność w nauczaniu, autentyzm w liturgii oraz wspólnotę (communio) w życiu i działalności zbawczej.

1 J. Rodhain, Toi aussi, fais de même, Paris 1980, s. 22.

2 W. Przygoda, Posługa charytatywna Kościoła w Polsce. Studium teologiczno-pastoralne, Lublin 2004, s. 39-40.

3 Jan Paweł II, Bóg jest Miłością. Katecheza środowa, 2.10.1985, w: Wierzę w Boga Ojca Stworzyciela. red. S. Dziwisz i in. Watykan 1987, s. 162-167; por. C. S. Bartnik, Dogmatyka katolicka, t. 1, Lublin 2000, s. 178.

4 P. J. Cordes, Anmerkungen zu internationalen Aspekten der Caritasarbeit, w: Caritas Christi urget nos. Caritas w Europie w trzecim tysiącleciu, red. W. Łazewski, H. Pompey, H. Skorowski, Warszawa 2000, s. 226.

5 J. Daniélou, Trójca Święta i tajemnica egzystencji, Kraków 1994, s. 45.

6 Y. Congar, Wierzę w Ducha Świętego, t. 2, Warszawa 1995, s. 28.

7 Jan Paweł II, Prawdziwy Bóg w jedności Bóstwa wieczną komunią Ojca, Syna i Ducha Świętego. Katecheza środowa, 27.11.1985, w: Wierzę w Boga Ojca Stworzyciela, s. 202-205.

8 Św. Augustyn, De Trinitate, VIII. 14. PL 42. 960; „Dlatego jest Ich tylko Troje: jeden miłujący Tego, który z Niego pochodzi, jeden miłujący Tego, z którego pochodzi, i sama Ich miłość”. Tamże, VI. 5. 7. POK 25, s. 230-231.

9 Św. Grzegorz Wielki, Ryszard ze św. Wiktora, Wilhelm z Auxerre, św. Bonawentura, a współcześnie Jan Paweł II, H. U. von Balthasar, J. Gallo, B. Forte, J. Werbick bazując na myśli św. Augustyna, rozwijają model agapetologiczno-komunijny Trójcy Świętej.

10 C. S. Bartnik, dz. cyt., s. 93.

11 Ryszard od św. Wiktora, De Trinitate, III. 2, SChr 63, s. 169.

12 Tamże, V. 16-19, s. 344-356.

13 Ryszard od św. Wiktora jest zaliczany do ojców personalizmu. Zawdzięcza to niewątpliwie temu, że nadał miłości charakter osobowy, ujmując ją w formie przyjaźni, co zakłada relacje międzyosobowe. Ponadto wypracował nową definicję osoby: „Byt samoistny, istniejący według pewnego sposobu rozumnej egzystencji i który różni się od wszystkich innych jakąś nieprzekazywalną właściwością”. Ryszard od św. Wiktora, De Trinitate, IV. 24, SChr 63, s. 285; zob. Congar, dz. cyt., t. 3, s. 128-133.

14 Św. Bonawentura, I Sententia, d. 10 a. 1 q. 1, w: Opera. Quaracchi 1924, t. 1, s. 195.

15 Św. Bonawentura, I Sententia, d. 10 a. 1 q. 3 s. 199; d. 10 a. 2 q. 2 s. 202; zob. Y. Congar, dz. cyt., t. 3, s. 138.

16 Św. Bonawentura, Itinerarium mentis ad Deum, VI. 2, w: Mistyka w życiu człowieka, red. S. C. Napiórkowski, Lublin 1980, s. 153-154.

17 Prawdę tę potwierdził Jezus słowami: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy […]. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was (J 14,16-17.20). Por. Bartnik, dz. cyt., s. 179.

18 W. Kasper, Jezus Chrystus, Warszawa 1983, s. 200-201.

19 J. Ratzinger, Bóg Jezusa Chrystusa, Kraków 1995, s. 38.

20 Obraz Boga Ojca zajmuje znaczące miejsce w nauczaniu Jezusa. Nie dostarcza On jednak orzeczeń doktrynalnych, ale odsłania przed ludźmi zażyłą więź z Bogiem, którego nazywa swoim Ojcem. W licznych przypowieściach nawiązujących do obrazu życia rodzinnego Jezus zaświadcza o miłości i dobroci Ojca Niebieskiego względem swoich dzieci. „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą” (Mt 7,11).

21 G. Ryś, Skandal miłosierdzia, Kraków 2015, s. 165.

22 Zob. W. Przygoda, Uwierzyć miłości, by stać się świadkiem miłości, w: Perspektywy wiary, red. M. Jagodziński, Radom 2015, s. 69-91.

23 Franciszek, W historii miłości. Homilia podczas Mszy św. w Domu św. Marty, 23.04.2013, OsRomPol 34 (2013) nr 6, s. 28-29.

24 J. Daniélou, Trójca Święta i tajemnica egzystencji, Kraków 1994, s. 49-50.

25 B. Mondin, La Chiesa sacramento d’amore. Trattato di ecclesiologia. Nuovo corso di teologia dogmatica, t. 4, Bologna 1993, s. 158-159; por. K. C. Kaucha, Miłość za miłość. Wiarygodność chrześcijaństwa według Battisty Mondina, Lublin 2000, s. 255.

26 K. C. Kaucha, dz. cyt., s. 261.

27 Por. W. Przygoda, Posługa charytatywna Kościoła w Polsce, Lublin 2004, s. 92-106.

28 R. Sarah kard., Chcemy służyć ubogim, „Caritas” 2012, nr 1, s. 8.

29 Zob. Sekretariat der Deutschen Bischofskonferenz, Berufen zur caritas, nr 5.3, w: Die deutschen Bischöfe, Bd. 91, Bonn 2009, s. 45-50.

30 Franciszek, Encyklika o wierze Lumen fidei, 29.06.2013, nr 57; [dalej skrót: LF].

31 W. Kasper, Trzeba szerzyć w Kościele kulturę miłosierdzia, OsRomPol 34 (2013) nr 5, s. 54.

32 Franciszek, Adhortacja apostolska o głoszeniu Ewangelii we współczesnym świecie „Evangelii gaudium”, 23.11.2013, nr 200 [Dalej skrót: EG].

33 „Powiedziałem też parokrotnie, że Kościół przypomina mi szpital polowy: tak wiele zranionych osób, które oczekują od nas bliskości, które oczekują od nas tego, czego oczekiwały od Jezusa: bliskości, bycia z nimi. A przyjmując postawę uczonych w Piśmie, uczonych w Prawie i faryzeuszy, nie damy nigdy świadectwa bliskości”. Franciszek, Kościół ma być znakiem miłosierdzia Pana. Przemówienie do uczestników międzynarodowego spotkania nt. „Evangelii gaudium”, 19.09.2014, OsRomPol 35 (2014) nr 10, s. 32.

34 Benedykt XVI, Intima Ecclesiae natura. Motu proprio o posłudze miłości, 11.11.2012, Wprowadzenie.

35 P. J. Cordes, Niosący pomoc nie spadają z nieba. Caritas i duchowość, Kielce 2009, s. 139.

36 Tamże, s. 140.

37 Tamże, s. 141. Zdaniem kard. P. J. Cordesa współpraca organizacji Caritas z instytucjami publicznymi wymaga wysokiego poziomu profesjonalizmu, a także biurokratycznej poprawności w rozliczaniu publicznych pieniędzy. Caritas i inne organizacje charytatywne Kościoła nie powinny uskarżać się na administracyjną staranność w sprawozdaniach z wydatkowania publicznych subwencji, gdyż publiczna kontrola ma pozytywny wpływ na wiarygodność tych instytucji i zwiększa szansę na skuteczną pomoc. Zob. P. J. Cordes, Przymioty ludzkie i duchowe tych, którzy działają w kościelnych organizacjach charytatywnych, w: Nic nie zastąpi miłości. Materiały z sympozjum naukowego poświęconego duchowości Caritas. Warszawa, 4 X 2008, red. Z. Sobolewski, Kielce 2009, s. 48-49.

38 P. J. Cordes, Niosący pomoc nie spadają z nieba, s. 142-143.

39 Tamże, s. 143-144; zob. P. J. Cordes, "Tuet Gutes allen!". 21 Thesen zur Caritas-Arbeit, Paderborn 1999, s. 83-108.

40 DCE 30; por. Jan Paweł II, Encyklika „Sollicitudo rei socialis”, 30.12.1987, nr 32-34.

41 Por. Jan Paweł II, List apostolski „Novo millennio ineunte”, 6.01.2001, nr 50.